| Nieznane warszawy
Warszawę znają wszyscy: starsi na jej widok wzdychają sentymentalnie, młodzi odnawiają zabytkowe egzemplarze. Mało kto wie, że powstały prototypy dwóch wersji warszaw, które niestety nie weszły do produkcji ? ghia i 210.
Gdy w roku 1951 ruszała na Żeraniu produkcja licencyjnej warszawy opartej konstrukcyjnie na radzieckiej pobiedzie, mało kto przypuszczał, że ostatni egzemplarz zjedzie z taśm FSO dopiero 22 lata później. Auto już w latach 50. można było uznać za przestarzałe. W końcu jego protoplastą był wytwarzany w latach 30. ford A. Inżynierowie ze stołecznej fabryki doskonale zdawali sobie z tego sprawę i pracowali nad zmianami w konstrukcji i prototypami. Kto wie, jak potoczyłyby się losy polskiej motoryzacji, gdyby do masowej produkcji trafiło choć jedno z zaprojektowanych na początku lat 60. aut: warszawa ghia i warszawa 210.
Naszym pomogli Włosi
Zespół projektantów, pracujący nad następcą wysłużonej "warszawianki", poprosił o pomoc w opracowaniu nadwozia stylistów z legendarnej włoskiej firmy Ghia.
W ten sposób powstało auto o bardzo nowoczesnej jak na tamte lata sylwetce, przypominającej brytyjskiego triumpha. Szybko jednak okazało się, że warszawa ghia, będąca tak naprawdę samochodem o modnym, niemal sportowym kształcie, nie jest konstrukcją przystającą do ówczesnych polskich realiów. Tym bardziej więc pojazd tego typu nie miał szans na szybkie zmotoryzowanie społeczeństwa. Prace dość szybko przerwano, ale już dwa lata później światło dzienne ujrzały dwa prototypy opatrzone symbolem 210. Jako reprezentacyjna limuzyna mogła wygodnie pomieścić aż sześć osób. Do napędu miał służyć również prototypowy silnik benzynowy o pojemności 2500 ccm. Była to jednostka o 6 cylindrach ustawionych rzędowo. Motor uzyskiwał moc 85 KM i pozwalał na rozwijanie prędkości rzędu 160 km/h, spalał przy tym od 10 do 12 litrów etyliny na 100 km. Dla przeciętnego Kowalskiego inżynierowie zaprojektowali nieco słabszy motor. Po odjęciu dwóch cylindrów powstał czterocylindrowy silnik o pojemności 1700 ccm i mocy 57 KM.
Wołga z Warszawy?
Nadwozie miało bardzo nowoczesne kształty.
Dominowały ostre krawędzie, które upowszechniły się w wielu modelach europejskich samochodów dopiero w latach 70. Z przodu dominował duży chromowany grill. Kierunkowskazy wkomponowano w krawędzie łączące błotnik z pasem przednim i pokrywą silnika. Nadwozie było bardzo dobrze przeszklone, a tylne słupki bardzo wąskie jak na ówczesne standardy. Elementy pokryte chromem, takie jak ramy drzwi, klamki czy zderzaki oraz biegnąca wzdłuż nadwozia tuż pod linią klamek wąska listwa, dodawały polakierowanej na czarno limuzynie dużo elegancji.
Dlaczego warszawa 210 nigdy nie trafiła do produkcji?
Prawdopodobnie na przeszkodzie stanęła tym razem... umowa licencyjna z włoskim Fiatem, która przewidywała uruchomienie na Żeraniu produkcji nowego auta już w 1967 roku. Niektórzy historycy i pasjonaci motoryzacji twierdzą, iż jeden z prototypów modelu 210 trafił do radzieckiej fabryki w Gorki, gdzie posłużył tamtejszym projektantom do opracowania nowej wołgi, produkowanej bez większych zmian od 1968 roku do dziś.
Mariusz GzylArtykuł powstał we współpracy z "DZIEŃ DOBRY"
| Data wiadomości: 2003-01-21 | | Powrót do zestawienia
|
| |